Trasa rowerowa – „Albańskie Alpy” i dalej, na wschód Albanii

Alpy Albańskie

Albania – nowy klejnot Morza Adriatyckiego, który już od kilku lat wyrasta na znaczącą konkurencję dla Grecji i Chorwacji, wciąż pozostaje nieznany i nieodkryty, a co za tym idzie – gościnny oraz atrakcyjny krajoznawczo i cenowo. Ci, którzy Albanię odwiedzili, najczęściej zachwycają się jej białymi plażami i turkusowym odcieniem Adriatyku – ale ten bałkański kraj może poszczycić się równie pięknymi górami i widowiskowymi szlakami rowerowymi. Wyruszamy? 

Albańskie Alpy, zwane również Górami Przeklętymi, to najwyższe pasmo górskie Albanii, leżące w północnej części kraju. Przebycie tej dzikiej trasy na rowerze jest wyzwaniem – i nie chodzi tu tylko po podjazdy, lecz również o dłuższe odcinki bez żadnych miejscowości po drodze. Oznacza to albo konieczność skorzystania z agencji turystycznej, która „podwiezie” nas na nocleg – albo konieczność spania na dziko, w namiocie. Na cokolwiek się zdecydujecie – naprawdę warto, ze względu na piękno krajobrazu! 

Naszą trasę zaczynamy w miejscowości Fierze, gdzie witają nas przepiękne, górskie widoki. Wioska leży na zboczu zielonych wzgórz i nad brzegiem jeziora Drin, po którego drugiej stronie wznoszą się skaliste szczyty Albański Alp. Przed nami 886 m pod górę rozłożone na 36 km trasy. Krętą drogą jedziemy w kierunku ,Dardhe a jezioro przez całą trasę rozciąga się po naszej lewej stronie. Po kilku minutach mijamy most i zaporę, za którą trasa serpentynami zaczyna piąć się pod górę, a każdy zakręt odsłania przed nami nowe widoki. Widzianą wcześniej z dołu tamę, teraz podziwiamy z wysokości, na horyzoncie wznoszą się górskie masywy Albańskich Alp, a uroku dodaje zupełnie dzika okolica (tylko lasy, skały, góry, nieliczne wiejskie zabudowania i jezioro w oddali). Mamy za sobą niecałe 5 km, a już możemy potrzebować chwili na odpoczynek – i na fotografowanie okolicy! Dalej serpentyny wiją się przez zupełne pustkowia, a trasa wypłaszcza się i wiedzie zboczem wzgórz, gdzie malownicze krajobrazy pełne skał, gór i jezior zdają się nie mieć końca. Po 36 kilometrach piękna docieramy do wioski Dardhe, gdzie możemy spędzić noc. Następnego dnia jedziemy dalej, w kierunku historycznej miejscowości Kukes, a przed nami ambitna przeprawa przez góry z 1841 m przewyższeń! Dodatkową trudność stanowi fakt, że szosa wspina się pod górę, po czym opada w dół, by ponownie ruszyć pod górę, a odcinek z Dardle do Kukes liczy sobie aż 135 km, ale nasz wysiłek zostaje wynagrodzony bajecznymi, wysokogórskimi widokami. 

Po 54 km docieramy do pierwszych oznak cywilizacji na trasie – to górska wieś Megulle, która ciągnie się przez kilka kilometrów wzdłuż drogi. Znajdziemy tu kilka prostych jadłodajni i sklep, a niedaleko za miejscowością przepaść zostaje zastąpiona przez łąki, co oznacza, że można znaleźć kawałek płaskiego gruntu pod rozstawienie namiotu (decydując się na tę opcję, należy wziąć pod uwagę wszelkie ryzyka wiążące się z biwakowaniem w obcym kraju „na dziko”). 

Po wyruszeniu w dalszą trasę ponownie jedziemy pod górę, po prawej stronie mając wzniesienie, a po lewej – przepaść. Jednak droga jest dobra – nowa nawierzchnia i szerokie pasy dają poczucie bezpieczeństwa. Po kolejnych kilometrach mijamy jeziorko, a górski krajobraz na horyzoncie towarzyszy nam przez cały czas. Tuż za jeziorkiem wjeżdżamy na czteropasmową drogę, która wygodnie zjeżdżamy aż do Kukes, a ostatni odcinek wiedzie nas nad wodami malowniczego jeziora. 

Po przebytych pustkowiach, pięknie położone Kukes to wręcz metropolia – ze sklepami, barami, restauracjami, z lotniskiem i z hotelami, które są dobrą opcją na spędzenie kolejnej nocy w trasie. Kolejnego dnia, mijając lotnisko, kierujemy się w stronę miejscowości Peshkopi, a po drodze podziwiamy szczyty Gjallica i górę Korab. Szlak na tej trasie jest kolejnym bardzo wymagającym odcinkiem – liczy sobie ponad 72 km w poziomie i ponad 1400 m zsumowanych przewyższeń. Jedziemy przez pustkowia i przez miejscowości, możemy więc doświadczyć ciszy i przyrody – a w przerwie napić się kawy w mijanej kawiarni. Fani ekstremalnej jazdy pokonają tę trasę w jeden dzień – inni mogą przenocować po drodze w jednym z kilku rozsianych po trasie hoteli i pensjonatów.

Podczas postoju w mieście Peshkopia warto skorzystać z dobrodziejstw lokalnych gorących źródeł, które znajdują się zaledwie kilka kilometrów od miasta!

W następnej części trasy kierujemy się ku miejscowości Korcza, a skaliste szczyty Albańskich Alp zostawiamy za plecami. Po niecałych 16 kilometrach skręcamy na rondzie w lewo (aby nie przekroczyć granicy z Albanią) i jedziemy dalej. Mijamy miejscowości z barami, restauracjami i lokalnymi pensjonatami (ale przed planowanym noclegiem należy sprawdzić dostępność miejsc noclegowych!). Trasa pnie się pod górę, by po chwili opaść w dół i tym samym ponieść nas lekko na dwóch kołach dając odpoczynek od męczących podjazdów – ale już parę chwil później znów pniemy się pod górę. Po lewej stronie mijamy Park Narodowy Shebenik – Jabllanice, w którym można zatrzymać się na dłużej. Ten mało znany, albański park to nie tylko dziesiątki pięknych, górskich szlaków, lecz przede wszystkim wyjątkowe lodowce pozostałe po ostatnim zlodowaceniu (w parku można podziwiać aż 14 polodowcowych jezior). W lasach parku żyją bałkańskie rysie, czerwone lisy, wilki, a nawet niedźwiedzie. Znajdująca się na terenie Shebenik – Jabllanice, piękna wioska Rrajca oferuje noclegi… w domach mieszkańców! Trasa wiodąca wzdłuż parku da nam dwa solidne podjazdy – i jeden długi, komfortowy zjazd, a to wszystko w dzikiej, górskiej scenerii – w tle skały, a nieco bliżej: wzgórza z zielonymi tarasami. Jedziemy wzdłuż rzeki Shkumbini, mijamy pustkowia i niewielkie miejscowości, oferujące miejsca noclegowe, mijamy malowniczy most, za którym odsłania się przed nami rozległa dolina rzeki, a pięknym widokom nie ma końca! Jedziemy przez miejscowość Perrenjas, za którą czeka nas droga przez przełęcz z podjazdem liczącym sobie niemal 700 m pod górę! Trasa w formie serpentyny wspina się po zboczu wzgórza, które trzeba pokonać w drodze do wspaniałego jeziora Ochrydzkiego i położonej nad nim wioski Lin. Gdy docieramy na szczyt wzgórza, po raz pierwszy widzimy błękitne wody, ciągnące się daleko, bo aż do kolejnych gór, które możemy dostrzec na przeciwległym brzegu jeziora. Przed nami łagodny i wygodny zjazd ze wzgórza w sielskiej, zielonej scenerii. By dojechać do Lin, skręcamy z głównej drogi w lewo. Przepięknie położone Lin to doskonałe miejsce na nocleg, lub nawet kilkudniowy odpoczynek. W tej uroczej miejscowości znajduje się kemping, wiele pensjonatów (dobrego standardu) i restauracji oraz lokalnych atrakcji, jak wykopaliska archeologiczne, czy piaszczyste plaże. Skaliste, klifowe wybrzeże Lin to doskonałe miejsce na spacer ze spektakularnym widokiem na jezioro (po którym można popływać wypożyczoną łódką). 

Po wizycie w Lin wracamy na główną drogę, która kieruje nas w kierunku Korczy. Po prawej stronie mijamy pasma górskie, a po lewej wciąż towarzyszy nam Jezioro Ochrydzkie, które wydaje się ciągnąć bez końca, podobnie jak skaliste góry na jego przeciwległym brzegu. Przez niemal 20 km jedziemy tuż przy tafli jeziora, w której przepięknie odbija się niebo. Mijamy wędkarzy, restauracje i pensjonaty, mijamy punkty widokowe (ze stołami piknikowymi!). Trasa nad brzegiem jeziora kończy się w mieście Pogradec, gdzie można podziwiać ruiny zamku.

W Pogardalcu żegnamy się z jeziorem i ruszamy do Korczy – przed nami ponad 38 km, a największy podjazd jest niemal na samym początku trasy (ponad 200 m pod górę). Miasto Korcza jest już bardzo blisko granicy z Grecją, warto w nim zajrzeć do informacji turystycznej oraz zobaczyć niedawno odnowioną Katedrę Zmartwychwstania Pańskiego i miejski bazar, warto również skosztować znanego w całej Albanii, produkowanego tu piwa (o nazwie Korcza), które będzie doskonałym zwieńczeniem naszej wyprawy. 

Informacje praktyczne:

Jak się tam dostać z Polski?

Z Polski do stolicy Tirany najlepiej dolecieć samolotem. Z Tirany do Fierze można dojechać autobusem, ale można również skorzystać z usług jednej z agencji turystycznych, które nie tylko przewożą turystów na początek trasy, lecz również organizują rowery, noclegi i „podwózki” w najtrudniejszych miejscach szlaku. Powrót z Korczy do Tirany jest możliwy samolotem. 

Inna opcja to oczywiście dojazd własnym samochodem.

Skąd rower?

Z domu – zabierając swój własny rower, musimy się liczyć ze zorganizowaniem dla niego transportu na początek trasy – oraz z końca trasy. Inną opcją jest wypożyczenie roweru z miejscowych wypożyczalni lub agencji turystycznych. 

Jakie ubezpieczenie? 

Takie, które najlepiej zabezpieczy nas w tej pięknej i dość trudnej podróży. Do standardowego ubezpieczenia podróży do Albanii, w tym przypadku należy dodać kolarstwo górskie, a ceny tak sprofilowanych polis zaczynają się od niespełna 120 zł (dla 1 osoby na 10 dni). Taka polisa pokryje ewentualne koszty leczenia i assistance do 80 000 zł wraz z ratownictwem i poszukiwaniami do, a NNW do 10 000 zł, natomiast nie zawiera OC (które jest szczególnie istotne przy jeździe na rowerze). 

Jako że duża część naszej trasy wiedzie przez zupełne pustkowia w odległych górach, bezpieczniej byłoby wybrać polisę, która która na pewno pokryje wszelkie koszta ewentualnego leczenia oraz następstw nieszczęśliwych wypadków i OC.

W niewiele wyższej kwocie 204 zł otrzymamy polisę, z którą możemy eksplorować Albańskie Alpy bez obaw o ewentualne następstwa finansowe. Polisa ta zapewni nam pokrycie kosztów leczenia i assistance aż do 400 000, NNW do 30 000 zł i OC również do 100 000 zł. Warto wspomnieć, że polisa za 204 zł da nam również pełną ochronę po spożyciu alkoholu (co może być przydatne zwłaszcza przy degustowaniu doskonałego piwa Korcza).

Wyjeżdżasz za granicę?

Czuj się bezpiecznie i porównaj oferty 29 ubezpieczeń podróżnych.